19 07 2018
Wyszukiwarka

Dane szkoły

Al. Wyzwolenia 34
58-300 Wałbrzych
tel/fax: 748423592
adres e-mail:
zs2@civ.pl
sekretariat czynny
7.30-15.30
codziennie oprócz czwartków

Dojazd

Ocalić od zapomnienia - pamięć o Polakach żyjących na kresach

Karta Szkolna

 

Mogiłę pradziada ocalić od zapomnienia

Rewitalizacja Wałbrzycha

2012r. - Otwarty Międzyszkolny Konkurs Fizyczny

Serdeczne gratulacje dla laureatki!

 „Karolina Polańska podzieliła się z nami swoją nieziemską pasją”: tak brzmiał początek werdyktu komisji, która nadała Karolinie tytuł laureatki Otwartego Międzyszkolnego Konkursu Fizycznego. Tylko dwie dziewczyny (z całego kraju) znalazły się w finale konkursu. Gratulujemy prof. Jolancie Dróżdż, która była opiekunką reprezentacji z naszej szkoły!

A oto wrażenia Karoliny:
Mówi się, że w II LO liczą się tylko olimpiady. Na co dzień jest to powód do narzekań wielu uczniów, gdyż -  jak powszechnie wiadomo - olimpiady są po, to aby wyławiać nieliczne, genialne perełki spośród nas. Nic więc nie pozostaje tym zdolnym acz nie wybitnym uczniom.
Cóż, nic bardziej mylnego. Aby gdzieś zaistnieć, trzeba po prostu bardzo chcieć – jak wszędzie.
Moja szansa nadarzyła się w lutym tego roku. Pani profesor Dróżdż przeprowadziła eliminacje do Otwartego Międzyszkolnego Konkursu Fizycznego, organizowanego rokrocznie przez X Liceum we Wrocławiu.  Kryteria były ostre – etap szkolny mogły przejść tylko 2 osoby.

Mało? No niby tak, ale biorąc pod uwagę że wystartowało nas troje, to selekcja przestaje wydawać się miażdżąca.

Po ostrych potyczkach do Wrocławia jedziemy ja i Hania Zając – uczennica klasy 2c. Na miejscu zabawa jednak się kończy. Musimy stawić czoła licznym reprezentantom wielu wrocławskich liceów, choć nie tylko – przybywają również ludzie z innych miast, nawet tak bardzo oddalonych jak Ustka. Nie potrafię powiedzieć ilu ich było, ale pewnie dość, by wypełnić nimi naszą małą salę.

Na pierwszy etap składa się seria zadań otwartych. Są ciekawe acz bardzo podchwytliwe, gdyż trzeba na przykład obalić prezentowany model perpetuum mobile. Mam jednak szczęście, gdyż pojawia się także kilka z mojej ulubionej dziedziny – astronomii.

Po wszystkim jesteśmy zaproszeni na niezwykle ciekawy wykład o fizyce oka, prezentowany przez Pana Profesora z Uniwersytetu Wrocławskiego. I wcale nie przesadzam z tym „niezwykle ciekawy”, choćby tylko ze względu na niego opłacało się przyjechać.

W końcu jednak nadchodzi nieuchronnie czas na wyniki. Na podwyższenie w auli wychodzi Pani dyrektor X LO we Wrocławiu i odczytuje nazwiska finalistów w kolejności alfabetycznej. Moje zdumienie nie ma granic, gdy na samym końcu słyszę moje własne. Uświadamiam sobie, że do tej pory nawet nie liczyłam na to, że mogłabym przejść dalej. Wychodzę na środek. Dostaję dyplom i dużo gratulacji. Dopiero w samochodzie, w drodze powrotnej, ktoś zadaje pytanie: „Wiesz już co przygotujesz na finał?”. Według regulaminu, każdy zawodnik musi przygotować wystąpienie na temat swoich doświadczeń lub badań naukowych. Nie mam jednak pojęcia, co to może być w moim wypadku. Dobrze, że mam na to cały miesiąc.

Miesiąc – niby tak dużo, a minęło jak z bicza strzelił. I znów jadę tą samą trasą do Liceum nr X. Jedyna różnica polega na tym, że samochód prowadzi mama, gdyż Panią Dróżdż obowiązki zatrzymały w Zespole Szkół Energetycznych. Wcześniej jednak zrobiła wszystko, bym była dobrze przygotowana. Monitorowała postępy na każdym etapie tworzenia. Jeszcze dzień wcześniej wszystko dokładnie omawiałyśmy i dopieszczałyśmy szczegóły. Pomaga mi świadomość, że we mnie wierzy, choć ja sama wcale nie czuję się pewnie.

Na miejscu stres jeszcze się pogłębia, gdyż wszyscy finaliści poza mną mają ze sobą dodającą otuchy widownię (regulamin dopuszczał 5 osób). Mój charakter nie pozwala mi jednak zbyt długo powtarzać notatek w samotności. Zapoznaję się z Justyną – jedyną oprócz mnie finalistką-dziewczyną, a wkrótce mam już całą masę znajomych. Wszyscy są bardzo przyjaźni, choć przecież jesteśmy rywalami.

Losowanie kolejności wystąpień. Ciężki kamień spada mi na dno żołądka, gdy dowiaduję się, że będę ostatnia. Justyna panikuje jeszcze bardziej – jest trzecia.

Pierwsze dwa wystąpienia dodają nam pewności siebie. Pierwszy chłopak mówi o Zraszaczu Feymana, drugi – o ekologicznych domach. Wykłady są jednak czysto teoretyczne, a autorzy podpierają się notatkami. Potem Justyna ze swoim tematem „Fizyka Zimy”. Jest świetna – dowcipna, energiczna. Tylko temat jakiś taki... błahy.

Mijają kolejne wystąpienia. Chłopak z I LO w Wałbrzychu mówi o modelach abstrakcyjnych, które sam programuje. Ktoś inny o siatkach dyfrakcyjnych własnej produkcji. Jeszcze inna osoba zabawia publiczność ciekawymi doświadczeniami fizycznymi. Jednak tylko jedna prezentacja sprawia, że wszystkim opadają szczęki. Na środek wychodzi chłopak w bojówkach i powyciąganym podkoszulku. Widziałam go już wcześniej i uznałam, że pewnie mu nie zależy. Jednak, kiedy otwiera buzię, staje się jasne, że się pomyliłam. Jego temat to „Bezprzewodowe przesyłanie energii”. Rozpoczyna od wstępu teoretycznego i historii, ale mówi to tak pewnym i fachowym tonem znawcy, że wszyscy słuchają zafascynowani. Potem przechodzi do demonstracji. Pokazuje dwie, skonstruowane przez siebie, olbrzymie cewki. Jedną podłącza do prądu, zaś, po odpowiednim ustawieniu, żarówka na drugiej zaczyna świecić. Na tym nie poprzestaje, rozbiera temat na czynniki pierwsze, używając różnych żarówek, zmieniając odległość cewek, dodając różne „ulepszacze” jak np. prostowniki...

Dziwnym trafem, gdy kończy, robię się spokojniejsza. Dlaczego mam się przejmować, skoro już wiem, że i tak nie wygram?

Kilka prezentacji później nadchodzi moja kolej. Gaszę światło w auli, żeby nadać mojemu wystąpieniu odpowiedni klimat. Moim tematem są Moje Własne Obserwacje Astronomiczne. Choć z początku mam mętlik w głowie i strasznie drży mi głos, to jednak mówię o czymś co dobrze znam i lubię, więc szybko się nakręcam. Pomaga też to, że publiczność wygląda na zainteresowaną, a komisja uśmiecha się przyjaźnie.

Zaczynam od objaśnienia niezbędnego sprzętu na przykładzie teleskopu wypożyczonego mi na okrągły rok przez klub astronomiczny „Almukantarat”. Pokazuję też całą masę zdjęć zrobionych przy okazji Almukantaratowych, obozów letnich, ale również takie nad którymi trudziliśmy się z kolegą Wojtkiem Damszem przez miniony miesiąc.

Na koniec teatralnym gestem odsłaniam, przykryty dotąd, mojej własnej produkcji Paralaktyczny Astrograf. W skrócie jest to urządzenie pozwalające na podążanie aparatem za rotującym niebem, co umożliwia ustawienie dłuższego czasu naświetlania bez ryzyka poruszenia. Nie jest idealny, ale nie o to chodzi. Chciałam za jego pomocą pokazać moje życiowe motto – „chcieć znaczy móc”. Że wcale nie trzeba mieć pękatego portfela, aby bawić się w astrofotografię, która przecież uchodzi za bardzo drogi sport. Że wystarczy tylko chcieć i szukać, a zawsze znajdą się tacy ludzie jak „Almukantarat”- gotowi udostępnić swoje umiejętności i sprzęt takim amatorom jak ja, albo, umieszczony na jakimś internetowym forum, przepis na AstroMebel i już można spełniać swoje marzenia.

Taką pointą kończę moją prezentację. Publiczność bije brawo. Ja zbieram swoje zabawki i schodzę z podestu. Ktoś coś do mnie mówi, ale nic do mnie nie dociera. Nowi znajomi zabierają mnie na kawę i dopiero wtedy udaje mi się złapać kontakt z rzeczywistością. Gdy wracamy do auli, dużo osób podchodzi, by mi pogratulować, również nauczyciele, ale ich słowa traktuję bez wzruszeń – innym pewnie mówią to samo.

Podczas gdy komisja ustala werdykt, jesteśmy zabawiani przez lokalną grupę teatralną. W końcu jednak nadchodzi ten moment. Pani Dyrektor "dziesiątki" wychodzi na środek i zaczyna odczytywać nazwiska finalistów. Znów alfabetycznie. Nie uchodzi mojej uwagi, że do auli wślizguje się moja mama. No pięknie...

Wywołanych zostaje sześć osób. Ostatnia jest Justyna, której nazwisko też jest na „p”, próżno jednak czekam, by usłyszeć moje. Następuje chwila ciszy.

„Pozostali uczestnicy to ci, którzy wyróżnili się ogromnym profesjonalizmem i pasją i wszyscy oni otrzymują tytuł laureata” - mówi Pani Dyrektor.

Po raz kolejny mnie zatyka. Tym razem jednak tak poważnie, gdyż uświadamiam sobie, że jestem wśród nich. Kolejno jesteśmy wywoływani na środek.

 „Karolina Polańska, za to że podzieliła się z nami swoją nieziemską pasją” - słyszę komentarz, gdy ściskam kolejną parę rąk. Zostaję ustawiona koło chłopaka z I LO w Wałbrzychu. 

Dostajemy nagrody. Dużo nagród: dyplomy, książki, materiały i gadżety promocyjne uczelni, indeks na Uniwersytet Wrocławski na kierunki Fizyka, Astronomia i Fizyka techniczna. Jesteśmy poinformowani, że wszyscy jesteśmy jednakowo dobrzy, dlatego wstrzymano się przed wyłonieniem kolejnych miejsc, jednak indeks na Politechnikę dostaje chłopak od bezprzewodowego przesyłania prądu. Przydział jest sprawiedliwy, nikt nie ma pretensji. Zresztą, dla mnie największą nagrodą jest duma na twarzy mamy. No... prawie największą, gdyż po skończeniu ceremonii, podchodzi do mnie astronom, którego pamiętam z komisji i zaprasza mnie, wraz z moim opiekunem, na całą dobę do uniwersyteckiego obserwatorium! Będziemy miały dostęp do największych teleskopów i zaawansowanych urządzeń pomiarowych!

W drodze powrotnej ledwie mogę usiedzieć. Teraz już wiem na pewno, że „chcieć znaczy móc” 

 

<<< powrót
Pozycjonowanie Wałbrzych | Tworzenie stron internetowych HM Sp. z o.o www.hm.pl | Profesjonalny hosting www.hb.pl